371795,58 – 15,13 =…

371795,58 – 15,13 = 371780,45
Piknie było, ale nieco mi się zdechło xD

Kolejny dzień jak co dzień. O 4:21 pobudka, szybkie ogarnięcie się, szybkie ogarnięcie kotów… wrrróć. Mleko skisło, żarcie zaśmierdło, kuweta brudna – trochę zeszło. Potem już przy wyjściu jedną kotę wypuścić i wpuścić dwie przemoczone trikolorki, czyli doszło wycieranie brudnych łap przy dźwięku protestów jakby je kto ze skóry obdzierał… no i tym sposobem wystartowałem o 4:55 ¯_(ツ)_/¯

Znowu zapowiadał się piękny poranek. W nocy lało, więc założyłem traile. Co ciekawe, mimo 15°C nie było jakoś strasznie duszno. Zapachy mokrej trawy i wszelakich kwiatów aż przytłaczały – ciężko o fajniejszą porę roku do biegania (no poza zimą, gdy jest jakieś -10°C 🙂 tylko przydałoby się parę stopni mniej.

Widoki były przewyborne – znowu załapałem się na najfajniejszy etap wschodu Słońca (。◕‿‿◕。)

Wszystko szło całkiem nieźle, średnia oscylowała poniżej 5:10 min/km. Dobiegłem do piekarni, w której kupiłem pączki, ruszyłem w dalszą drogę… i coś zdechło. Strasznie spadło mi tempo, pod górkę potrafiłem spaść nawet do 5:40+/km – i tak było praktycznie do końca. Nawet jeden odcinek z górki niewiele pomógł…
Cóż, widocznie tak czasem musi być ¯_(ツ)_/¯

Dobra, nie ma co narzekać. Tempo wyszło tragiczne – 5:23 min/km – ale pierwsza część biegu była bardzo fajna, widoki były super, zapachy super… Dobrze będzie ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Dzisiaj jeszcze basen, oby się nie okazało znowu że płetwonurkowie zajęli jedyny tor…

Miłego dnia! ( ͡ ‿ ͡ )

pokaż spoiler #sztafeta #bieganie #biegajzwykopem #enronczlapie #ruszkrakow