368038,92 – 15,75 =…

368038,92 – 15,75 = 368023,17
Kurde, miałem sobie ciutkę nadrobić przed bezbieganiową sobotą (a może i niedzielą!) a tymczasem… zaspałem i wstałem o 5:10 (ಠ‸ಠ)

Jakoś się pozbierałem (koty gdzieś polazły, chociaż z tym był spokój) i o 5:30 stanąłem przed domem. Było duszno, 20°C a Słońce wysoko nad horyzontem aż krzyczało TRZEBA BYŁO WSTAĆ WCZEŚNIEJ GAMONIU! (ʘʖ̯ʘ)

Generalnie czułem, że będzie słabo – nogi coś miałem obolałe, lekko bolała mnie głowa… no ale jutro nie biegam, nie ma wyjścia trzeba ruszać ¯_(ツ)_/¯

Z początku nawet nie szło jakoś fatalnie – okolice 5:15, 5:10, chwilami nawet szybciej – ale im dalej tym bardziej zaczynał doskwierać zaduch i tempo spadało i spadało… aż zacząłem się wspinać, to już zdechło xD

I gdy już byłem zaledwie dwa kilometry od domu, po pokonaniu wszystkich wzniesień stało się to, co zapowiadały narastające porywy wiatru i ciężkie chmury… zagrzmiało.

I LUNĘŁO

Omatulu, jakie to było cudowne uczucie! Pełne Słońce, rzęsisty deszcz, wiatr… odzyskałem wszystkie siły i całą radość biegania, którą zgubiłem na wcześniejszych podbiegach – żeby nie było tak ciasno z czasem, to bym chętnie jeszcze raz przeleciał całą trasę ( ͡° ͜ʖ ͡°)

Skończyło się na niecałych 16 km i tempie 5:29 min/km. Słabo bo słabo, ale lepsze to niż nie pobiegać (ʘ‿ʘ)

Miłego łykendu!

pokaż spoiler #sztafeta #bieganie #biegajzwykopem #enronczlapie #ruszkrakow