364860,96 – 17,26 =…

364860,96 – 17,26 = 364843,70
Uff, jednak jeszcze umiem w razie czego się rozpędzić ( ͡ ‿ ͡ ) Bo już się zaczynałem bać…

Dzisiaj dość dziwnie wyszło. Dziś po północy czeka mnie nocna bitwa o bilety PKP, więc podejrzewam że jutrzejszego biegu nie będzie. Tak sobie policzyłem, że żeby osiągnięcie 500 km w czerwcu było w ogóle w zasięgu moich możliwości, to przy pominięciu czwartku muszę dziś i w piątek pobiec przynajmniej po 15 km. Tyle, że plan był lekko zagrożony: wczoraj miałem wieczorne spotkanie, po wieloletniej przerwie – z moim najpierwsiejszym przyjacielem, którego jako szczyl poznałem 40 lat temu na pokładzie samolotu do Libii (ʘ‿ʘ) Szczęśliwie nie ciągnęło nas na jakieś picie więc sobie miło pogadaliśmy i przed północą wróciłem do domu. Szybka kąpiel, spanie… i jakoś sam z siebie się obudziłem kwadrans po 4, po niecałych 4h snu. Uff.

Szybko się pozbierałem, koty nakarmiłem i o 4:50 wystartowałem. Chciałem, żeby mimo wszystko wyszedł jakiś sensowniejszy bieg – akurat dzisiaj żona chciała wcześniej wyjść do pracy i nie miałem takiego luzu z czasem… Docisnąłem, i pierwszy kilometr minął w 5:18. Dobry znak, dodać gazu. I już było naprawdę fajnie, bo drugi przeleciał w tempie 4:27 (ʘ‿ʘ) Kontynuowałem, wciąż pilnując by tempo nie spadło powyżej 5:00 i tym sposobem udało się dopiero na 7. km spaść do 5:01 – ale potem znowu przyspieszyłem. Biegło się bardzo przyjemnie, mimo że już było czuć jaki dzień się dziś szykuje – choć Słońce ledwo co wstało, a termometr wskazywał tolerowalne 19°C, to już było dość duszno. Tradycyjnie trochę pobolewało lewe udo, ale udawałem że nie czuję i jakoś poszło.

Udało się nie tylko wyrobić 17+ km ale i w końcu pobiec coś w normalniejszym tempie – średnia 4:48 min/km ᕙ(⇀‸↼‶)ᕗ

Miłego!

pokaż spoiler #sztafeta #bieganie #biegajzwykopem #enronczlapie #ruszkrakow