362643,45 – 15,67 – 14,46 =…

362643,45 – 15,67 – 14,46 = 362613,32
No i się zagapiłem… i wczoraj nie dopisałem biegu. No to dzisiaj dwa.

Wczoraj słabo pospałem, słabo pobiegałem. Ale pobiegałem ( ͡º ͜ʖ͡º)

Wyjście do IMAXa na Godzillę o 21:00 było dość ryzykowne… Żeby jeszcze odpuścili sobie reklamy, to jakoś by to było – a tymczasem skończył się o 23:30 i zanim dotarłem do domu, wykąpałem się i zasnąłem, było grubo po północy. W sumie nie wiem czy było warto – ale co mnie wymasowały decybele to moje ( ͡° ͜ʖ ͡°) Współczuję żonie, bo to nie jej klimaty – ale lojalnie ją ostrzegałem, że nie musi się poświęcać ¯_(ツ)_/¯

Dystans nieco dłuższy niż w poniedziałek, ale nadal daleko od jakiegoś satysfakcjonującego wyniku. Tyle dobrego, że było fajnie chłodno, 12°C. Tyle jutro nadal bolały, więc też takie w tobie – 5:38 min/km.

Dzisiaj pospałem ciut dłużej – z naciskiem na „ciut”. Obudził mnie zegarek, ale sprawnie wstałem, obsłużyłem koty, ogarnąłem się – i wyszedłem przed dom o 4:50. Było… zimno! Normalnie… 8°C (ʘ‿ʘ) Nic tylko pobiegać…

Potem już było bez zaskoczeń – trochę słaby start i przeszedłem w tryb luzackiego wybiegania. Czasu trochę było, więc się pokręciłem tu i ówdzie, chwilami próbując ratować tempo – ale wiele to nie dało, znowu wyszło 5:38 min/km.

Zobaczymy jak jutro – liczę na to że znowu wydłużę sen, a przede wszystkim dzisiaj mnie odwiedziła fizjo… podziałała, łzy z oczu poleciały i może będzie lepiej ( ͡º ͜ʖ͡º)

Miłego!

pokaż spoiler #sztafeta #bieganie #biegajzwykopem #enronczlapie #ruszkrakow